Życie obu dziewczyn od dawna nie było jak "z bajki", już od czasu ich dzieciństwa.
Zarówno śmierć matki Leny, jak i rozwód rodziców Lei (czyt. Lii) wpłynęły na ich dalsze życie.
11.09.2006r. - tę datę Lena wspomina wyjątkowo źle. W tym dniu jej mama odeszła i stała się aniołem. To nie był koniec problemów. Ojciec Leny wspomnienia związane z żoną topił w alkoholu. Na początku z umiarem, potem zaczął tracić kontrolę. Zaniedbywał potrzeby swoje i córki. Na szczęście Lena była wspierana przez przyjaciółkę Leę, której nastoletnie lata też nie były wymarzone.
Relacje między jej rodzicami nie były dobre. Coraz więcej kłótni, wrzasków i awantur doprowadziły do ostateczności - rozwodu. 11-letnia wówczas Lea, może do końca rozumiała co się dzieje ale wiedziała, że jest to złe. Pan Stefan (ojciec Lei) niemalże od razu postanowił wyprowadzić się od żony, jednak największy ból sprawiło mu opuszczenie ukochanej córki. Obiecał, że będzie co parę dni do niej dzwonił i faktycznie przez pierwsze miesiące tak było. Z czasem jednak praca, nowi ludzie i warunki nie pozwalały mu na częste kontakty. Mała Zalewska zawsze miała lekki żal do ojca, że tak bez skrupułów wyjechał, jednakże wiedziała, że bez względu na okoliczności, kocha ją. Ustalili że zawsze na początku wakacji córka będzie do niego przyjeżdżać na tydzień. To nigdy się nie zmieniło.
Jednak brak ojca i męża zmienił ich codzienność. Mama Lei miała więcej prac na głowie. Była zmuszona zrobić prawo jazdy. Pomagała również Lenie, której w pewnym sensie czasami zastępowała matkę. Ale obie dziewczynki odwdzięczały się za jej matczyną miłość pomocą w obowiązkach domowych.
W pewną słoneczną, kwietniową sobotę, bardzo wcześnie rano, zadzwonił telefon Lei. To był tata. Dzwonił do niej z informacją, że zmienił prace i teraz oficjalnie został zastępcą prezesa klubu Realu Madryt. Lea była w szoku. Ojciec również zaproponował by ona i Lena przyjechały do Madrytu i podjęły się pracy w obrębie klubowym. To była wielka szansa, która zmieniła ich życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz